God, I miss the smell of paper And the ink on my hands…

30 Grudzień 2013 at 12:15 (Bez kategorii)

Przez trzydzieści parę lat
Byłem dziennikarzem prasowym
Zarabiałem na życie piórem i blokiem papieru
Boże, tęsknie za zapachem papieru
I tuszem na moich rękach

Wracałem z pustyni
Prze około rok
W tamtym piasku straciłem więcej
Niż mógłbyś przypuszczać
Kolejna wojna czekała na mnie gdy wracałem do domu.

W imię bandery
Niektórzy oddali życia
Ja wciąż żyję, semper fi*
Cóż to moja historia
Co jeszcze mogę powiedzieć

Ref: Mam wiele do ofiarowania
Powiedz czy widzisz
Wciąż oddycham
A moje serce wciąż bije
Zabrali auto
Ale zostawili dzierżawę
Czy ktokolwiek chce
Co zostało ze mnie
Zabity deskami dom
Pozostawili kluczyki
Wykluczony ze swojego miasta
Zwinięty na ulicy
Ale nie odchodzę
Wciąż mam swoje marzenia
Czy ktokolwiek chce
Co zostało ze mnie

takie prawdziwe…mam łzy w oczch :’-3

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

x

13 Listopad 2013 at 20:15 (Bez kategorii)

X

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

that was about me ;)

25 Październik 2013 at 16:35 (Bez kategorii)

http://youtu.be/_uuHPxaz1Jo

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Mur

20 Wrzesień 2013 at 19:07 (Bez kategorii)

pewnego razu, gdy szłam spacerem przez życie, natknęłam się na…mur.Prosty. Ceglany. Choć wydawał się być nowy, miał ubytki…bardzo wiele…jakby był już bardzo stary. Jedne były większe, inne mniejsze. Kilka jak dla myszki…czasem jak dla słonia. zamiast myszek jednak patrzyły na mnie oczy…straszne oczy. Skuliłam się…one…śmiały się ze mnie…były złe. Rozradowane…i złe. Przyspieszyłam kroku. Obrzucały mnie spojrzeniem tamującym oddech. przystanęłam. Przez mur sięgały mnie ramiona, chciwie zaciskając palce na połach mego płaszcza. Ciągnęły…rozdarły go w strzępy. Upadłam. Przez ostatnią lukę wystawały ręce. W jednej z nich obficie krwawiło serce. Zmroziło mnie. Ty, co serce masz na dłoni…Druga od pary podawała mi…cegłę. Czuły głos rozsądku dobiegł moich uszu- „od czegoś musisz zacząć budować”…Image

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

szkice z czaplinka

28 Sierpień 2013 at 11:04 (Bez kategorii)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Superaprilis (Gabriel promo)

20 Sierpień 2013 at 20:18 (Bez kategorii)

Supernatural- prima aprilis (fanfic)

 

-Oddychaj Sammy, oddychaj- zawołał gorączkowo Dean, spoglądając na mokre ciało swojego brata. Woda była piekielnie zimna, zwłaszcza pod wodospadem- cholerne anioły- pomyślał.

 

Kąpiel w rzece w środku nocy- jak dotychczas był to najgłupszy pomysł na jaki Gabriel mógł wpadł. Znów zerknął na swojego brata i zaczął nim potrząsać. Znalazł go nieprzytomnego i dotargał do brzegu.

 

-No, dawaj Sam- wyrzucił nerwowo.

 

Młodszy chłopak zadrżał. Zaczął kaszleć i wypluwać wodę. Wziął głęboki, rzężący oddech.

 

Dean spojrzał na swojego brata z ulgą wypisaną na twarzy.

 

-Hej, w porządku?

 

-Tak- odparł Sam pospiesznie- co się do cholery stało?! –

 

Rozejrzał się wokół i przeczesał dłonią swoje ciemne, posklejane włosy opadające na twarz- gdzie my jesteśmy?

 

– Gabriel pozdrawia – odparł ze złością- to koniec Sammy, zamierzam zabić tego cholernego, anielskiego skurczybyka.

 

Sam spojrzał w niebo. Gwiazdy iskrzyły jasno na tle nocnego nieba. Powietrze było mroźne jak na tą porę roku, a oni zaczynali trząść się z zimna jedynie w swoich t’ shirtach i bokserkach, na dodatek cali mokrzy. Zaczął pocierać swoje zziębnięte ramiona. Był pewien, że przypłacą tą przeziębieniem.

 

-Która godzina?- spytał znienacka.

 

-Nie wiem braciszku- odparł Dean- zdaje się że coś koło wpół do trzeciej, ale nie jestem pewien- spojrzał na swój niedziałający zegarek, który wciąż miał na nadgarstku- ale jednego jestem pewien, teraz wiem, że elektroniczne cacka nie lubią wody.

 

-Czekaj-zaoponował Sam- ja znam to miejsce, byłem tu już kiedyś…z Jess. Jesteśmy w parku Yellowstone.

 

-Jesteś pewien, skąd wiesz?

 

-Po prostu wiem, wierz mi.

 

-Jasna cholera- zaklął Dean- więc co? Teraz mamy uważać na Yoggiego?

 

-Musimy się wydostać- szepnął Sam- nasze auto jest pod motelem, w Minnesocie… nasza broń i rzeczy, i oczywiście nasze karty i twoja ostatnia wygrana w pokera… nie złapiemy nawet busa…

 

-Szlag.

 

-Może powinnyśmy poprosić o pomoc strażnika?- zaproponował .

 

-Sammy, proszę, nie jesteśmy głupimi dzieciakami które zgubiły drogę w lesie.

 

-Nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej Dean- odparł Sam- chyba, że wolisz zostać tu całą noc…

 

-Masz rację- odparł Dean zrezygnowany- to takie głupie, strażnik weźmie nas za jakichś cholernych idiotów.

 

-Wiem-westchnął- ale jak na razie nie mam lepszych pomysłów…

 

-Tak samo- odparł Dean.

 

-Może Castiel mógłby…

 

-Zapomnij-sarknął- już próbowałem, w tych chaszczach anielskie radio traci zasięg.

 

Podnieśli się z ziemi i ruszyli przez las.

 

-Nie wiemy nawet gdzie jest strażnik- warknął Dean.

 

Sam nie odpowiedział. Byli morzy i bez butów. Zaczął kichać. Po krótkim czasie, Dean również pociągał nosem.

 

-Gabriel robił już wiele głupich, nieodpowiedzialnych, złych i irytujących rzeczy, ale tym razem…- nie dokończył. Nie musiał. Sam doskonale wiedział co jego starszy brat ma na myśli. Gabriel był archaniołem, który uwielbiał się popisywać i uważał, że jest fantastyczny. Młodzi łowcy nienawidzili go z całego serca. Już wystarczająco uprzykrzył im życie. Nagle, między drzewami dostrzegli światło. Dean zerknął na brata. W świetle które ewidentnie się do nich zbliżało mogli dojrzeć sylwetkę jakiejś postaci.

 

-Miejmy nadzieję, że to strażnik we własnej osobie- szepnął Dean z nadzieją w głosie.

 

Wysoki mężczyzna w stetsonie wyszedł im na przeciw. Jasne światło biło po oczach.

 

-Ręce do góry, natychmiast!- zawołał, obierając ich za cel na muszce.

 

-Hej, spokojnie, my…możemy to wyjaśnić…

 

-Jasne, że możecie chłopaki.

 

Mężczyzna opuścił latarkę nieco niżej ukazując im swą twarz.

 

-Szlag by cię, to ty, sukinsynu!

 

Dean zwinął dłoń w pięść i ruszyła na niego. Gabriel rozpłynął się aby nagle pojawić się tuż za nim. Dean zamachnął się ponownie.

 

-A,a,a, ładnie tak przeklinać? Jak cię matka wychowała?

 

-Zamknij się do cholery!- odburknął Dean- jeszcze jedno parszywe słowo o mojej matce jakie poleci z twoich cholernych ust, to przysięgam na Boga…

 

-Ach, Dean, mój biedny chłopcze, wydaje ci się, że narobię w gacie ze strachu przed moim tatusiem?

 

Mimo silnej walki z samym sobą, Dean kichnął a Sam natychmiast do niego dołączył.

 

-Och, wybaczcie! Wasz kumpel Cass skopie mi tyłek…- pstryknął palcami.

 

W tym samym momencie znaleźli się w Minnesocie, z kubkami gorącej czekolady w dłoniach. Sam powąchał zawartość swojego i przechylił, kiedy Dean go powstrzymał.

 

-Ja bym tego nie pił na twoim miejscu… to Gabe, nie pamiętasz?

 

-Wolę swoje imię w tradycyjnej formie- usłyszeli za plecami.

 

-Sukinsyn, jeśli myślisz, że ci ufam, to jesteś głupszy niż sądziłem- odparł Dean ze złością.

 

-Dean, Dean, mój drogi…ja tylko próbuje być miły, ale twój wybór…zły wybór. Mogę się poczęstować?

 

Wyrwał Deanowi kubek z ręki i wziął duży łyk.

 

-Och, pyszności, czyż nie? Sam, a ty?

 

Sam odstawił kubek, i spojrzał na niego nieufnie.

 

-Ach, wy dwaj łamiecie mi serce…taka dobra, belgijska czekolada, mogę zapewnić, że to najlepsza jakość…

 

-Co ty tu do jasnej cholery robisz? Co ty do cholery w ogóle robisz?

 

-Spójrzcie w kalendarz półgłówki, dziś jest moje święto! Pierwszy kwietnia!

 

-Szlag!- rzucił Sam.

 

-Co jest?

 

– Prima Aprilis, Dean…święto kretyńskich dowcipów! Dzień robienia z ludzi idiotów…

 

-Pięknie, po prostu pięknie- zaklinał Dean pod nosem.

 

-Myślę, że powinieneś częściej się kąpać- Anioł zerknął na Deana- taka mała sugestia dla ciebie…ale zrobisz jak uważasz, no wiesz, słyszałem że igły i gnijące liście to teraz hit sezonu.

 

Umknął przed pięścią Deana, która przeszyła jedynie powietrze. Chłopak zacisnął zęby w akcie wściekłości.

 

-Zabije go, zabije!- krzyknął.

 

Sam siedział milcząc.

 

-Wiesz…- zaczął- mamy tylko jeden prysznic, więc…

 

-Dobra, rozumiem…będę się streszczał.

 

Brat potaknął mu głową.

 

Czarna Impala z ’67 mknęła po drodze z prędkością wyścigowego ślimaka.

 

-Jasny gwint, ten korek nie ma końca! Jak niby mamy jeszcze dziś dojechać do Bobbiego?

 

-Albo to dziwny zbieg okoliczności- odparł Sam- albo ktoś specjalnie stawia na naszej drodze same czerwone światła…

 

Zadarł głowę do góry, wpatrując się w czerwony wyświetlacz.

 

-Chyba nie myślisz o tym samym co ja?

 

Sam wzruszył ramionami.

 

Policjant w stanowym mundurze podszedł do nich i zapukał w szybę od strony kierowcy.

 

Dean zerknął na Sama porozumiewawczo, po czym korbą zaczął odryglowywać okno samochodu.

 

-Tak, panie władzo? My…- umilkł, lustrując twarz funkcjonariusza.

 

-Panowie wybaczą…roboty drogowe…polecam objazd do Macon, a potem…

 

-Ty!- twarz Deana posiniała- Jak matkę kocham, dobiorę ci się do skóry!

 

Sam wpatrywał się w niego zrezygnowany.

 

-Życzę miłego dnia chłopcy- uśmiechnął się- mam nadzieję, że macie parasol, podobno pogoda ma się popsuć pod wieczór- po tych słowach odszedł jak zwykły policjant na służbie. Dean sięgnął do kabury po swojego inkrustowanego srebrem Taurusa. Sam położył mu dłoń na ramieniu.

 

-Dean, cywile.

 

Chłopak zrezygnowany opuścił ramiona. Zacisnął dłoń i wściekle uderzył w deskę rozdzielczą. Staromodne radio na kasety nadające właśnie CREDENCE CLEARWATER REVIAL zaczęło dziwnie buczeć po czym przestało.

 

-Masz racje mała, masz racje, przepraszam- pogłaskał czule miejsce, na którym wcześniej wyładował swój gniew- zachowuje się jak palant, to nie twoja wina.

 

Sam odchrząknął znacząco.

 

-Dean, czas jechać.

 

Jego brat westchnął przeciągle.

 

-Błagam, niech ten dzień się już skończy.

 

Do Macon dojechali, rozchlapując kołami błoto. Wycieraczki pracowały non-stop, torując sobie drogę w strugach deszczu. Wjeżdżając na złomowisko, czarny chevrolet zafurkotał i klapnął w kałuży.

 

-a gdzież to się księżniczki podziewały, hę?- sarknął Bobby, wychodząc im na przeciw- Lamia grasująca po Illinois pewnie myśli już o kolacji, a ja od rana do was wydzwaniam…bałwany! Jest po drugiej! Nie macie zegarka?!

 

Dean z irytacją potrząsnął martwą obudową wciąż uczepioną u jego nadgarstka…

 

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

tumblr_static_tumblr_sidebar1.png

18 Lipiec 2013 at 14:34 (Bez kategorii)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Za co Rock?

18 Lipiec 2013 at 14:27 (Bez kategorii)

wiele razy zastanawiałam się, za co tak naprawdę świat pokochał muzyk Rockową, ich wykonawców…za co tak naprawdę ja ich pokochałam? w tym odniesieniu musiała przenieść się do samych korzeni. Rock daje wolność…jest wiatrem dmącym pęd w nasze skrzydła (a przynajmniej w moje)… bardzo ogólnikowo i pompatycznie powiedziane. Na co-dzień boimy się powiedzieć to czego tak naprawdę chcemy i pragniemy…wyrazić potrzebę naszego serca. Muzyka daję tak możliwość a nawet konieczność.  Ja sama sięgnęłam po muzykę rockową aby oderwać się od codziennego życia i związanego z nim nudą a gdzieś w po drodze w akompaniamencie ciężkiego brzmienia zrozumiałam, że to właśnie to nudne życie jest dla nas inspiracją do wprowadzania zmian, co muzyka Rockowa w swoim buncie w pełni uwzględnia. Ale na razie analiza zatrzymuje się na poziomie słów które podburzają nasze serca od pokoleń ( to właśnie głęboki sens i odniesienia zakorzeniły moją duszę w tym klimacie… mimo rewolucyjnej propagandy muzyki rockowej jest ona głęboka wyznaniowo i daje poczucie duchowości oraz moralnej retrospekcji (no i oczywiście mocne, pobudzające bidzie gitary, rytmiczną perkusję i namiętny głos wokalisty) rock jest muzyką bardzo sentymentalną i za to go kocham) a następnym etapem jest właśnie…no właśnie czas. Zespoły rockowe zapisały się w światowej muzyce wielkimi literami ( mimo wewnętrznych konfliktów ich blask nigdy nie zgaśnie). Największym cudem jest to, że pokochały ich całe dekady. Styl życia, symbolika i to co sobą reprezentują. Dziś powielają ich kolejne pokolenia.

Obrazek

Pojawili się i przeminą, choć dla wielu byli od zawsze i na zawsze pozostaną❤.Młodsze pokolenia suną przez czas, który oni dobrze wykorzystali. Ale on dobiega końca. I uderza we wszystkich nas bolesna świadomość, że bogowie są jednak śmiertelni… choć są nieśmiertelni w naszych metalowych serca❤ „…so live free and die hard…”

Obrazek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Elvis <3

21 Czerwiec 2013 at 13:32 (Bez kategorii)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

z Pawełkiem <3

21 Czerwiec 2013 at 13:20 (Bez kategorii)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

945500_376265749144621_21414404_n970631_383598835077979_1460856726_n383416_383598755077987_612804145_n

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.