bon jovi, nadchodzę :D

21 czerwca 2013 at 13:07 (Bez kategorii)

img00336201211221937

 

Reklamy

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

so crazy, hehe…i get it ;)

21 czerwca 2013 at 13:04 (Bez kategorii)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

31 Maj 2013 at 20:41 (Bez kategorii)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Kiedy cierpienie szuka swego kształtu…

20 Maj 2013 at 18:49 (Bez kategorii)

Anatomia bólu- cisza przed burzą
…Oni porwali dziewczynę, którą ocaliłem…dziewczynę, którą…kocham. Choć nie wiem, czy nie piszę tego na wyrost. To, co do niej czuję jest nieporównywalne ze wszystkim tym co czułam dotychczas…co czułem dotąd…do teraz. Chcę mordu, chcę krwi, moja żądza jest niepowstrzymana. Cóż się stało z moją czystą i delikatną duszą? Jestem teraz jak pergamin zbrukany szkarłatem. Moja wściekłość jest namiętna, lecz całego mnie przepełnia chłód i wyrachowanie…kontempluję swą nienawiść, wręcz czuję jej smak…
Noel odłożył pióro na bok- pierwszy raz nie potrafił opisać emocji, które nim targały. Z wściekłością zatrzasnął dziennik i cisnął nim o ścianę. Miał ochotę kogoś zabić, i to natychmiast. Kogoś, kogo śmierć ukoiłaby jego ból. Ale nikt taki w promieniu wielu mil morskich nie przychodził mu do głowy. Zresztą i tak ból był na tyle silny, że nie wystarczyłby mu cały tłum. Nienawidził siebie za to, że nie potrafił jej obronić. Nienawidził jej brata, który przywlekł tu te plugawe pomioty ze sobą. A teraz jeszcze najlepszy przyjaciel odmówił mu pomocy. Musiał wysiąść w następnym porcie.
-Obieżyświat to moje życie, ale bez Luny jest puste…
-Ocalę ją- przysiągł sam sobie.
Wyobraźnię przytłaczał mu natłok skomplikowanych wyobrażeń na temat wielu kompilacji heroicznych czynów. Trzasnął pięścią w blat biurka.
Dlaczego, na wszystkie morza i oceany, do głowy przychodziły mu jedynie idiotyczne mrzonki?!
Siła impetu przewróciła kałamarz z atramentem, który zaczął szerokim potokiem ściekać po blacie.
Zaczął chaotycznie tamować atramentową powódź.
-Tylko tego mi jeszcze brakowało!
Rozrzucone po płaszczyźnie kartki pochłaniały łapczywie ciecz całą swą powierzchnią.
-Niech to wszystkie diabli! Do czorta z tym! Niech nicość pochłonie doszczęty wszystko to co mi jeszcze pozostało!
Te wszystkie godziny, gdy w romantycznym uniesieniu, pełen natchnienia przesuwał piórem po papierze…niech je piekło pochłonie! Cały świat osuwał się teraz w otchłań, a on razem z nim. Oczyma wyobraźni widział tylko jedną twarz. Gdyby tylko mógł mieć gwarancję, że tam właśnie znów będzie mógł nasycić się jej widokiem, skoczyłby tam dobrowolnie. Z utęsknieniem czekałby na ciszę i pęd powietrza, który w trakcie upadku starałby się wydrzeć go dla krainy umarłych. Także i tam udałby się bez wahania. Miał wrażenie, że już teraz trawi go ogień piekielny.
-Słodki Chryste, zakończ moje męki!
Jeżeli tam właśnie przyszło szukać tego błękitu o nieskończonej głębi, jego los był już przesądzony. Ogień w kandelabrze tańczył jak mu się zagra. Ogarki świec kurczyły się, jak całe jego dotychczasowe życie. Płonęły, krzyczały, wijąc się w śmiertelnej agonii demonicznego płomienia, tak pełnego niszczycielskiej żądzy, a za razem tego, który za chwilę wyda na świat nowy rozdział w księdze wszechświata. Chciał krzyczeć, jak ten płomień, który ogarnął całe jego serce.
Ach, spłonąć!- lecz gorącym ogniem namiętności, nie lodowym płomieniem furii. Czuć, jak żarłoczny żywioł odziera ciało ze skóry. Ach, krzyczeć tak, aby usłyszeli ci co ponad Bogiem!
Niech ich łzy ciekną miłosiernym potokiem, próbując zakończyć to, co nieuniknione…Ach, skazać Anioła na potępienie! Po policzku spłynęła mu gorąca łza. Gorąca, jak chęć zemsty, która swą falą zmyłaby wszelkie grzechy świadomości.
Ach, zatracić się w tym bólu, odrzeć się ze zmysłów… ach, puścić je wolno, niech pochłoną cały ten świat, który ośmielił się go zadać!
Niech czarna krew przesłoni księżyc i gwiazdy, zadające hańbę samym swym pozornie nieskazitelnym bytem!
Czuć, nie myśleć… płonąć, nie istnieć. Zatonąć w bezkresie natchnionej świadomości… cóż za piękna muzyka, w której rytmie przyszło mi zatańczyć!
Powoli odchodził od zmysłów. Słyszał jęki demonów, z samego dna padołu niewoli i widział, że jest ponad nimi. Jakaś upiorna siła sprawcza nie pozwalała mu do nich dołączyć, lecz zmuszała go, aby był świadkiem tej ścinającej krew w żyłach groteski. Martwy puls rozdzierał mu skronie. Głębiej, mocniej, do dna. Przelać tę czarę goryczy, na potępienie słowa, duszy i wszechświata!
Potworny zgiełk odbierał mu świadomość…ostatni krzyk, przed ostatecznym zamilknięciem dla świata. Żyć, puki serce pompuje świeżą krew, pragnąć, puki tłucze jak oszalałe, by umrzeć na końcu, kiedy cały knot zdąży się już wypalić. Odejść z dymu i popiołów, aby nie odrodzić się już nigdy. Na świecie, lecz nie dla świata. Niech ogień strawi przepięknego, barwnego feniksa. Niech gad pożre ostatnie jajo. Umierać na ołtarzu z kurzu, kości i promieni słońca… i kochać aż do końca czasu. Złamać przyrzeczenie dane temu światu i rozpłynąć się w świetle bez początku i końca. Ostatnim oddechem zrzucić z siebie kajdany. Być, albo nie być, oto jest pytanie?
Niechże już skończy się atrament…

530035_-gdzie-jest-ogien-ktory-palil-nas-ogien-ktory-palil-nas-jak-drzewa-

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

dust and flame ( nostalgy of an angel)

7 Maj 2013 at 17:47 (Bez kategorii)

http://blackluna2505.deviantart.com/art/nostalgy-of-an-angel-prologue-370236220?q=gallery%3Ablackluna2505&qo=0

 

My new art creation 😀

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

top beloved tracks

30 marca 2013 at 19:26 (Bez kategorii)

byłam przerażona, kiedy tak ostatnio przeglądałam swoje pierwsze wpisy na tym portalu…jednym słowem, jak ja mogłam słuchać takiego chłamu? ( nie mówię, że ostatnimi czasy, ale…dużo, dużo wcześniej 😉 ) od tamtego czasu wrzucałam luzem kilka kawałków, a teraz postanowiłam zebrać to w jakąś jedną spójną całość 😀 oto uaktualnienie mojej „best top tracks”:

trochę tego jest…ale za to same najlepsze 😀

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

by bro, i’m falling down…

30 marca 2013 at 19:17 (Bez kategorii)

bye bro, im falling down

 

 

 

 

 

 

 

 

pierwsza próba rysunku dynamicznego…hehe, wiem, efekt poraża swoją mizernością w wykonaniu, ale mnie i tak się podoba 😉

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

>>bez tytułu<<

29 marca 2013 at 13:50 (Bez kategorii)

Są takie dni, gdy atmosfera jest wręcz idealna dla słów pełnych patosu i rozmachu, ale podekscytowane serce nie znajduje dla siebie słuchacza. Takie dni, kiedy serce staje się siewcą liberalnych, głoszących równość dogmatów. Takie chwile, gdy wolność razem z wiatrem pospołu rozczesują ci włosy. To te chwile, gdy skąpany w aurze wschodzącego słońca, z dłonią na piersi wsłuchujesz się we własny dziki puls…gdy z zamkniętymi powiekami smakujesz pocałunek… gdy stoisz nad przepaścią i masz ochotę lecieć… ten krzyk wewnątrz ciebie, domagający się abyś go wysłuchał. Ten najpotężniejszy z głosów, który choć niemy, nigdy tak naprawdę nie milknie.

To echo dawnych, niedoścignionych ideałów. To prawda, z którą co dzień mierzysz się w lustrze. Kiedy stoisz na krawędzi, pozwalając samotnej łzie żłobić sobie drogę po własnym policzku. Kiedy z każdą kroplą odrywasz od siebie żal za winy całego świata. Być może jeden z bogów tego świata obserwuje cię teraz teraz…

Czymże jest jedna kropla w oceanie bez początku ani końca? Twoja gorąca krew jest niczym zbawcze światło wśród cieni.

Dlaczego by nie mógł ten Bóg uczynić cię jednym ze swych aniołów?

A gdybyś tak teraz swymi lśniącymi oczami niczym ptak patrolował niebo?

Brnąłbyś przez światło i czas ku pojednaniu wszechświata. Po cóż to uczyniono cię z grzechu na jego podobieństwo? Czernie i biele toną w oceanie szarości…a ty, otul ciszę swymi skrzydłami ramionami. Czas odebrać jej tę samolubną poezję. Ruszyć wiat w posadach. Niechże morderca budzik nie pozostanie bezkarnym…

Chrystus nie żałuje swych łez dobremu ani grzesznikowi.

( ostatnio wciąż takie psychozy mnie dopadają, po bierzmowaniu więcej pytań i wątpliwości niż przed nim…)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

anatomia bólu

18 marca 2013 at 19:26 (Bez kategorii)

taki mały fragmencik promujący ciąg dalszy „ciszy przed burzą”

 

Anatomia bólu- cisza przed burzą
…Oni porwali dziewczynę, którą ocaliłem…dziewczynę, którą…kocham. Choć nie wiem, czy nie piszę tego na wyrost. To, co do niej czuję jest nieporównywalne ze wszystkim tym co czułam dotychczas…co czułem dotąd…do teraz. Chcę mordu, chcę krwi, moja żądza jest niepowstrzymana. Cóż się stało z moją czystą i delikatną duszą? Jestem teraz jak pergamin zbrukany szkarłatem. Moja wściekłość jest namiętna, lecz całego mnie przepełnia chłód i wyrachowanie…kontempluję swą nienawiść, wręcz czuję jej smak…
Noel odłożył pióro na bok- pierwszy raz nie potrafił opisać emocji, które nim targały. Z wściekłością zatrzasnął dziennik i cisnął nim o ścianę. Miał ochotę kogoś zabić, i to natychmiast. Kogoś, kogo śmierć ukoiłaby jego ból. Ale nikt taki w promieniu wielu mil morskich nie przychodził mu do głowy. Zresztą i tak ból był na tyle silny, że nie wystarczyłby mu cały tłum. Nienawidził siebie za to, że nie potrafił jej obronić. Nienawidził jej brata, który przywlekł tu te plugawe pomioty ze sobą. A teraz jeszcze najlepszy przyjaciel odmówił mu pomocy. Musiał wysiąść w następnym porcie.
-Obieżyświat to moje życie, ale bez Luny jest puste…
-Ocalę ją- przysiągł sam sobie.
Wyobraźnię przytłaczał mu natłok skomplikowanych wyobrażeń na temat wielu kompilacji heroicznych czynów. Trzasnął pięścią w blat biurka.
Dlaczego, na wszystkie morza i oceany, do głowy przychodziły mu jedynie idiotyczne mrzonki?!
Siła impetu przewróciła kałamarz z atramentem, który zaczął szerokim potokiem ściekać po blacie.
Zaczął chaotycznie tamować atramentową powódź.
-Tylko tego mi jeszcze brakowało!
Rozrzucone po płaszczyźnie kartki pochłaniały łapczywie ciecz całą swą powierzchnią.
-Niech to wszystkie diabli! Do czorta z tym! Niech nicość pochłonie doszczęty wszystko to co mi jeszcze pozostało!
Te wszystkie godziny, gdy w romantycznym uniesieniu, pełen natchnienia przesuwał piórem po papierze…niech je piekło pochłonie! Cały świat osuwał się teraz w otchłań, a on razem z nim. Oczyma wyobraźni widział tylko jedną twarz. Gdyby tylko mógł mieć gwarancję, że tam właśnie znów będzie mógł nasycić się jej widokiem, skoczyłby tam dobrowolnie. Z utęsknieniem czekałby na ciszę i pęd powietrza, który w trakcie upadku starałby się wydrzeć go dla krainy umarłych. Także i tam udałby się bez wahania. Miał wrażenie, że już teraz trawi go ogień piekielny.
-Słodki Chryste, zakończ moje męki!
Jeżeli tam właśnie przyszło szukać tego błękitu o nieskończonej głębi, jego los był już przesądzony. Ogień w kandelabrze tańczył jak mu się zagra. Ogarki świec kurczyły się, jak całe jego dotychczasowe życie. Płonęły, krzyczały, wijąc się w śmiertelnej agonii demonicznego płomienia, tak pełnego niszczycielskiej żądzy, a za razem tego, który za chwilę wyda na świat nowy rozdział w księdze wszechświata. Chciał krzyczeć, jak ten płomień, który ogarnął całe jego serce.
Ach, spłonąć!- lecz gorącym ogniem namiętności, nie lodowym płomieniem furii. Czuć, jak żarłoczny żywioł odziera ciało ze skóry. Ach, krzyczeć tak, aby usłyszeli ci co ponad Bogiem!
Niech ich łzy ciekną miłosiernym potokiem, próbując zakończyć to, co nieuniknione…Ach, skazać Anioła na potępienie! Po policzku spłynęła mu gorąca łza. Gorąca, jak chęć zemsty, która swą falą zmyłaby wszelkie grzechy świadomości.
Ach, zatracić się w tym bólu, odrzeć się ze zmysłów… ach, puścić je wolno, niech pochłoną cały ten świat, który ośmielił się go zadać!
Niech czarna krew przesłoni księżyc i gwiazdy, zadające hańbę samym swym pozornie nieskazitelnym bytem!
Czuć, nie myśleć… płonąć, nie istnieć. Zatonąć w bezkresie natchnionej świadomości… cóż za piękna muzyka, w której rytmie przyszło mi zatańczyć!
Powoli odchodził od zmysłów. Słyszał jęki demonów, z samego dna padołu niewoli i widział, że jest ponad nimi. Jakaś upiorna siła sprawcza nie pozwalała mu do nich dołączyć, lecz zmuszała go, aby był świadkiem tej ścinającej krew w żyłach groteski. Martwy puls rozdzierał mu skronie. Głębiej, mocniej, do dna. Przelać tę czarę goryczy, na potępienie słowa, duszy i wszechświata!
Potworny zgiełk odbierał mu świadomość…ostatni krzyk, przed ostatecznym zamilknięciem dla świata. Żyć, puki serce pompuje świeżą krew, pragnąć, puki tłucze jak oszalałe, by umrzeć na końcu, kiedy cały knot zdąży się już wypalić. Odejść z dymu i popiołów, aby nie odrodzić się już nigdy. Na świecie, lecz nie dla świata. Niech ogień strawi przepięknego, barwnego feniksa. Niech gad pożre ostatnie jajo. Umierać na ołtarzu z kurzu, kości i promieni słońca… i kochać aż do końca czasu. Złamać przyrzeczenie dane temu światu i rozpłynąć się w świetle bez początku i końca. Ostatnim oddechem zrzucić z siebie kajdany. Być, albo nie być, oto jest pytanie?
Niechże już skończy się atrament…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Sammy! Why do we love to see you suffer?

12 marca 2013 at 15:27 (Bez kategorii)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

734229_522492787801843_1999874329_n

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

« Previous page · Next page »